Skip to content

Bariery w tworzeniu klubu integracyjnego

Bariery w tworzeniu klubu integracyjnego w Słupnie pokrywają się w dużej mierze z barierami dla integracji w ogóle.

Podstawową sprawą, na którą zwracają uwagę matki osób niepełnosprawnych, jest fakt, że może być problem ze znalezieniem chętnych pełnosprawnych do uczestnictwa: „Tylko, że tych rodziców zdrowych dzieci mielibyśmy na pierwszych zajęciach. Na drugie przyszliby inni, a na trzecie by nam zabrakło populacji. Mnie coś takiego by nie interesowało”.

Powtarza się również kwestia zróżnicowanych potrzeb i możliwości samych osób niepełnosprawnych. Matki podkreślały, że trudno będzie ułożyć taki program, który byłby dobrą ofertą dla wszystkich:

„Wie pani cukrzyca, brak palca… Nie oszukujmy się. Dobrze, jak uzbieramy stricte naprawdę niepełnosprawnych 10, 12 osób. Z tego przestrzał wiekowy dojdzie nam. Uzbieramy 6,7 osób, a co drugie zajęcia nie mamy czasu. To nas się tylko uzbiera trzy. Bardzo się boję. Ja naprawdę we wszystkie wejdę, jeśli to się zacznie. Bardzo się boję, że to po trzech zajęciach po prostu umrze śmiercią naturalną, a tylko włożymy w to dużo wysiłku”.

Przede wszystkim więc konieczne jest stworzenie dobrej oferty oraz zapewnienie, że opiekunowie w świetlicy mają doświadczenie, potrafią radzić sobie z osobami z różnymi niepełnosprawnościami. Świetlica powinna być miejscem, gdzie osoby niepełnosprawne będą akceptowane i lubiane, czyli gdzie znajdą przyjaciół.

Matki dzieci zdrowych zwracają uwagę na obawy rodziców, jakie mogą towarzyszyć tworzeniu świetlicy. Przede wszystkim chodzi o lęk przed wykorzystaniem ich dziecka, które ma iść do świetlicy na jakieś zajęcia czy po prostu się pobawić, ale tak naprawdę może będzie musiało opiekować się niepełnosprawnym rówieśnikiem. Oprócz stereotypowego strachu przed zarażeniem się niepełnosprawnością, może wystąpić obawa, czy dziecko podoła, czy ta sytuacja nie przerośnie jego możliwości. Pojawia się również problem piętna przeniesionego z osób niepełnosprawnych na pełnosprawnych rówieśników:

„Przede wszystkim jak te dzieciaki, które będą uczestniczyły w tej świetlicy będą postrzegane przez swoją grupę rówieśniczą, której nie będzie? To może być różnie. Chodzisz tam, z takimi się zadajesz. To wiesz. Dokładnie”.

Pracownicy socjalni podkreślają, że rodziców trzeba będzie bardzo skrupulatnie poinformować, że głównymi opiekunami dzieci w świetlicy będą specjaliści. Obawy z pewnością będzie budził fakt, że dorosłe osoby niepełnosprawne mogłyby być na przykład asystentami pedagogów:

„(…) wydaje mi się, że na taki pomysł też by zareagowali właśnie taką obawą, że no, halo, to nie jest pedagog specjalista, to nie jest ktoś z dyplomem, nie wiadomo z czym jeszcze, nie zrobił specjalizacji i jeszcze dodatkowo sam jest chory, niepełnosprawny i jeszcze ma się zajmować moim niepełnosprawnym dzieckiem. Wydaje mi się, że to, no, w 99%, że to by, jeżeli sytuacja by się zadziała, to by wystąpiło”.

Profesjonaliści zwracają uwagę, że to zapewnienie o kontroli terapeutów, specjalistów jest niezbędne i powinno być powtarzane. Zauważają również, jak ważny jest sposób informowania o świetlicy czy zbierania dodatkowych informacji – indywidualne rozmowy, podczas których pracownicy socjalni mogliby pracować nad przełamaniem oporu rodziców, być może jakieś pokazowe zajęcia (np. z „podglądem” przez lustro weneckie).

Przy informowaniu o świetlicy należy mówić o korzyściach, jakie płyną z jej oferty: dla osób niepełnosprawnych (zwłaszcza dorosłych) – poczucie bycia potrzebnym, podjęcie pracy zarobkowej, poczucie pewności siebie, ale też znalezienie przyjaciół, atrakcyjne spędzanie wolnego czasu. Dla rodziców dzieci niepełnosprawnych – czas wolny od opieki nad dzieckiem czy dorosłym niepełnosprawnym, być może możliwość podjęcia pracy.