Skip to content

Co mieszkańcy myślą o integracji?

Skoro zastanawiamy się, czy w Słupnie mógłby funkcjonować klub integracyjny, to musimy wiedzieć, jak osoby potencjalnie zainteresowane jego działalnością definiują integrację zarówno w środowisku osób niepełnosprawnych, jak i z otoczeniem społecznym.  

Na podstawie zrealizowanych badań wyróżnić można dwa rodzaje integracji. Pierwszy z nich to integracja ku wewnątrz, ku sobie, spaja środowisko osób niepełnosprawnych i ich rodzin. Drugi rodzaj integracji to integracja otwierająca na otoczenie, inne grupy. Taka integracja na zewnątrz, ku innym, sprzyja budowaniu zrozumienia oraz szerszego potencjału społecznego.

Czym zatem dla osób badanych jest integracja jako taka? Podstawowymi konotacjami pojęcia są: współpraca, poznanie, zrozumienie, wyrównywanie szans, łączenie. Pojawia się również aspekt edukacyjny, w myśl którego integracja polega na tym,

„(…) żeby uczyć dzieci od przedszkola (…) jak się zachowywać wobec osoby niepełnosprawnej, jak uczyć się kontaktu z nią, jak… Tak, tak mi się wydaje, że na tym polega to, że wychodzenie do tych ludzi i integrowanie właśnie się z nimi w ten sposób, poznawanie ich niepełnosprawności, ich ułomności i nauka jak tej osobie pomóc” (wypowiedź profesjonalisty).

Co istotne, badani podkreślają, że najlepiej integrować bez tłumaczenia, wyjaśniania, na czym polega dana niepełnosprawność, odmienność. Zauważają, iż już samo nazwanie kogoś niepełnosprawnym czy innym może być stygmatyzujące. Integracja według niektórych badanych powinna zachodzić naturalnie, mimochodem:

„Dlatego też, dlatego też sytuacje takie, jakie się zdarzają tak u osób dorosłych i te relacje niepełnosprawnych i sprawnych to właściwie wynikają z takiej…. Z takiego braku przebywania. Bo takie, wiecie co, takie mówienie o niepełnosprawności. Dziecko nawet w szkole, tak, przez takie typowe przebywanie, wspólne przebywanie, bycie, rozmowy, nic tak….To takie naturalne, o!. To jest taka prawdziwa integracja” (wypowiedź matki dziecka pełnosprawnego).

Jedna z matek dzieci pełnosprawnych, która jednocześnie jest pracownikiem socjalnym zauważa, że:

„(…) moja córka ma w tej chwili 18 lat i tak naprawdę, jak sobie teraz myślę, to pierwszy nasz wspólny wyjazd z racji mojej pracy, bo pracowałam w domu pomocy i jej kontakt z osobami niepełnosprawnymi to był jak miała 3 lata. To było na obozie, pamiętam, w Grabinie i tak naprawdę właściwie co roku żeśmy wyjeżdżały z osobami niepełnosprawnymi. I ja dzięki temu nigdy jakoś tak nie musiałam dodatkowo tłumaczyć. To było normalne, że  my żeśmy jechały, czy to na żaglówki, czy gdzieś pod namioty. Dla niej to było zupełnie normalne”.

Podstawą integracji jest zatem naturalność przebywania osób pełno i niepełnosprawnych, od najmłodszych lat. Zapewnia ono lepsze poznanie, zrozumienie oraz akceptację dla fizycznych i intelektualnych ograniczeń. A nawet później, gdy niepełnosprawność intelektualna staje się przeszkodą w komunikacji, np. w liceum, pozostaje właśnie ta akceptacja oraz brak zdziwienia.

Wśród badanych matek osób niepełnosprawnych pojawiły się dwie opinie na temat grup wsparcia, grup samopomocowych, czyli tych działań, które sprzyjają integracji ku wewnątrz. Te kobiety, które nie biorą w nich udziału wskazują na brak informacji, zwracają uwagę na silniejszą relację z personelem OPS-u niż z osobami w podobnej sytuacji. Są też matki, które bardzo szukają i potrzebują kontaktu z rodzinami, których dzieci mają taką samą niepełnosprawność.

Badana, która ma dwoje dzieci chorych zauważa, że jak już widuje rodziny z podobnymi problemami to zazwyczaj dzieje się to w szpitalu:

„(…) nie było chyba jeszcze takiej osoby, która by pierwsza od mnie podeszła. Zazwyczaj jest tak, że jak ja coś widzę interesującego. To podchodzę i po prostu pytam (…)I tak się z jednym czy z drugim jakaś rozmowa nawiąże. Bo tak to na prawdę jest ciężko, żeby  w ogóle ktoś tak podszedł, porozmawiał, zapytał o coś. A właśnie w ten sposób można w swoim gronie z taką, swoją chorobą, że tak powiem, to można się tam czegoś dowiedzieć”.

Niektóre rozmówczynie podkreślają więc korzyści, jakie płyną z wewnętrznej integracji. Polegają one nie tylko na udzielaniu sobie wsparcia emocjonalnego, ale również dzielenia się konkretnymi informacjami, np. gdzie szukać specjalistów, jak radzić sobie z kolejnymi problemami, do kogo się zwrócić itp.

Jedna kobieta, matka chłopca z niepełnosprawnością intelektualną zwraca uwagę, że niekiedy trudno jest integrować się z osobami, które mają doświadczenia z odmiennymi rodzajami niepełnosprawności. Podaje przykład rodzin z Zespołem Downa, które tworzą zwarte środowisko:

Bardzo dużo rzeczy mi przysłano, przysłano mi prywatne zdjęcia dzieci. I właśnie o tym mówię, to, że ta niepełnosprawność  trzyma się razem. Natychmiast był odzew. Natychmiast.

Ta sama rozmówczyni opowiada, iż razem z innymi rodzicami chcą założyć nieformalną grupę, która prowadzić będzie stronę internetową z zasobami informacji na temat możliwości dla osób niepełnosprawnych i ich rodzin w Płocku. Inicjatywa ta wynika z doświadczeń rodziców:

„Dlatego, że bardzo straciłyśmy jedną szansę na fajną szkołę dla dzieciaków i nie ma takiej informacji. W głupi sposób straciłyśmy tą szansę, bo w szkole trójce, była klasa dzieci specjalna, prowadzona przez super nauczycielkę. I chciałyśmy żeby tam poszły nasze dzieci i udało nam się znaleźć dwójkę dzieci. Trójkę, trójkę.  A musi ich być co najmniej ośmioro. I nie udało nam się znaleźć dzieci rozpoczynających szkołę w tym roku. (…) I okazało się później, że z inną mamą się zgadałyśmy, że w szkole integracyjnej gdzie ona wysyła swoją córeczkę, piątka dzieci się nie dostała, bo już nie było miejsc. To znaczy te dzieci były, tylko myśmy się gdzieś pomijali, a teraz nic nie można z tym zrobić, bo już jest w marcu zapadły decyzje o rozdziale etatów, przydziale pieniążków”.

Integracja wewnętrzna jest zatem sposobem na wspólne rozwiązywanie wspólnych problemów. Podobnie działanie matek osób niepełnosprawnych ocenia jeden z badanych pracowników socjalnych zapytany o oczekiwania uczestniczek grupy samopomocowej:

„Ich takim naprawdę sporym oczekiwaniem to było to, żeby właśnie chociażby wspólnie wypracować, zdobyć jakieś pieniądze na to, żeby oni coś dla siebie mogli zrobić. Że oni się angażują właśnie w kwestiach pomysłu, później realizacji. No myślę, że to było ich naprawdę dużym oczekiwaniem”.

Badani profesjonaliści podkreślają również, że integracja do wewnątrz daje rodzinom osób niepełnosprawnych poczucie, że mogą coś zrobić:

„Nie są nawet świadomi, że jeżeli zbiorą się w ekipę, to mają wielką siłę przebicia, mogą wpływać w różny sposób, no chociażby to, że napisanie takiego projektu, powstanie takiego projektu… Nikt z nich pojedynczo nie jest w stanie tego zrobić”.

Zatem integracja wewnętrzna może być pierwszym krokiem ku otwarciu się na (pełnosprawne) otoczenie, czyli ku integracji na zewnątrz. Takie jest również zadanie grupy samopomocowej. Najpierw uczestniczkom daje się poczucie sprawczości, odnajdują w swojej grupie możliwości realizacji wspólnych celów, rozwiązywania wspólnych problemów. Ta świadomość, że coś można zrobić połączona z akceptacją swojej sytuacji stanowi podstawę dla szerszej integracji.

Na temat integracji ku zewnątrz zdania wśród rozmówców są podzielone. Z jednej strony matki podkreślają, jak ważny jest kontakt z rówieśnikami (także pełnosprawnymi) i jak niszczące jest izolowanie dziecka w domu. Pracują z dziećmi, które z racji swojej niepełnosprawności opuszczają więcej lekcji i później trzeba nadrabiać materiał. Szczególnie matki dzieci niepełnosprawnych fizycznie podkreślają, że wolą, aby ich dzieci chodziły do szkoły niż miały indywidualne nauczanie w domu. Wskazują tym samym na brak elastyczności systemu oświaty:

„Żeby miała na przykład dwie godziny tygodniowo, żeby nadrobić ten materiał, tak się nie da, albo dziecko całkiem przestaje chodzić do szkoły i ma indywidualne, i wtedy tylko w domu, zamyka się dziecko i koniec. I siedzi w domu, a nauczycielka przyjeżdża. No to nie, to ja nie chcę jej tak, niech ona chodzi z rówieśnikami”.

Z drugiej strony matki dzieci niepełnosprawnych intelektualnie zauważają nierealność idei integracji, odzierają ją z poprawności politycznej:

„(…) jedziemy na turnus, gdzie nie będzie ani jednej innej niepełnosprawności, tylko zespół Downa. Bo nawet jak ja pojechałam do Zaździerza, gdzie nie było teraz dzieci z zespołem Downa, tylko było porażenie… porażka. Porażka. One nie odnajdują się tak i dlatego sądzę, że ta integracja nie ma sensu. Bo te dzieci mogą ewentualnie się dzieckiem zaopiekować, a nie znaleźć wspólny język. Tak jak my byśmy idąc do kawiarni z dorosłym człowiekiem z zespołem Downa. No po co pójdziemy? Podyskutować o ostatniej książce? Wytrzeć mu buzie, jak się będzie lody brzydko jadł.  Jako opiekun, nie jako równy partner”.

Trzeba zaznaczyć, że osoby badane nie są zwolennikami izolowania dzieci niepełnosprawnych intelektualnie. One po prostu realistycznie oceniają ich możliwości i zdają sobie sprawę z ograniczeń, które wynikają z danego rodzaju upośledzenia. Podkreślają tym samym, że dziecko musi mieć kontakt z rówieśnikami, z dorosłymi, musi nauczyć się funkcjonować w społeczeństwie. Jedna z matek tak mówi o swoim synu:

„(…) on musi znać normy społeczne, podporządkować się różnym osobom, w różnych sytuacjach i odnajdować się w takich sytuacjach. Ja pod kloszem go nie zamknę, natomiast na pewno nie będę go integrowała ze zdrowymi dziećmi”.

Taka postawa wynika z doświadczeń matek przede wszystkim z masowym czy też integracyjnym systemem oświaty: „Niby mówią, że tworzą te klasy integracyjne, ale naprawdę to już muszą być wykwalifikowani nauczyciele”. Według nich, kadra nauczycielska nie jest przygotowana do pracy z dzieckiem niepełnosprawnym intelektualnie:

„(…) pierwszy rok Ola chodziła do szkoły normalnej, z klasą integracyjną, ale no po prostu powiem pani tak szczerze: nie były panie przygotowane. Znaczy jedna pani była, druga nie była przygotowana. (…) [Ola] stresowała bardzo się i później ta pani się przyznała, że ona nie potrafi z Olą pracować, bo Ola nie mówi”.

Zbliżoną sytuację przywołuje matka chłopca z Zespołem Downa, który został wykluczony z udziału w Jasełkach w przedszkolu:

„(…) wszystkie dzieci występowały, tylko Michał był wykluczony w pewnym sensie i ja powiedziałam, że: moje drogie panie, tak się nie robi, mogłyście powiedzieć, że on będzie choinką na zapleczu i ja bym go ubrała na choinkę i on by stał jako choinka, a moim zadaniem było żeby on tam stał w tym miejscu któreście mu pokazały. Ale on miał w tym uczestniczyć ze wszystkimi dziećmi. Niestety zabrałam dziecko z przedszkola”.

Z doświadczeń rodziców niepełnosprawnych dzieci wynikają zatem następujące skojarzenia z integracją: porażka, bezradność, nieświadomość, brak wspólnoty. Konotacje te są zatem negatywne i, co ciekawe, stanowią zupełne przeciwieństwo skojarzeń matek dzieci zdrowych (i pracowników socjalnych). Te zwracały uwagę na pojęcia takie jak: połączenie, zjednoczenie, scalenie, zrozumienie, współpraca, poznanie potrzeb innych ludzi.

Zatem widoczny staje się rozdźwięk między systemowym rozumieniem integracji, które, w wypowiedziach pracowników socjalnych nosi znamiona poprawności politycznej lub myślenia utopijnego, a realnymi doświadczeniami osób niepełnosprawnych i ich opiekunów. Rodzice dzieci niepełnosprawnych decydują więc, że ich dziecko będzie chodziło do szkoły specjalnej, w której rzeczywiście się odnajduje. Jednak decyzje te nie są łatwe, szczególnie, gdy szkoła specjalna w Płocku znajduje się w fatalnym stanie technicznym: „stwierdzono, że się nie nadaje budynek dla dzieci zdrowych, to bach, wsadzono dzieci niepełnosprawne”. Zatem idea integracji wydaje się piękna i właściwa (w teorii), ale w praktyce okazuje się, że gdy wprowadza się ją na siłę, to czyni się więcej szkód niż korzyści. Jedna z matek powiedziała nawet:

„Nie wierzę w integrację osób niepełnosprawnych intelektualnie. Jeżeli jest nauczycielka, która ma dwadzieścia pięć dzieci w klasie i do tego jest do pięciorga dzieci niepełnosprawnych i  ona musi mówić w sposób, na jednej lekcji, jedna nauczycielka, w sposób zrozumiały dla wszystkich dzieci, jest to niemożliwe moim zdaniem. Niepełnosprawne ruchowo jak najbardziej, tak”.

Szkoła specjalna daje dzieciom niepełnosprawnym intelektualnie możliwość nawiązywania relacji z rówieśnikami o podobnym poziomie sprawności. Dzieci nie doświadczają izolacji od koleżanek i kolegów z klasy, którzy nie wiedzą jak, a być może nie chcą, spędzać czasu z niepełnosprawnym rówieśnikiem. Rodzice zdają sobie sprawę, że nie można nikogo zmusić do polubienia kogoś. Ewa Suchcicka, prezeska Stowarzyszenia „Bardziej Kochani” w następujący sposób mówi o swojej córce z zespołem Downa:

„Bardziej niż wiedzy, potrzebowała ludzi wokół siebie, rówieśników, którzy nie tylko będą ją tolerowali, którzy nie tylko będą ją akceptowali, ale dla których będzie ona kimś ważnym w takim samym stopniu, jak oni dla niej. Koleżanki i koledzy, których światy i systemy wartości są wzajemnie przekładalne, koleżanki, którym można powierzyć najgłębsze tajemnice i koledzy, w których się można z wzajemnością zakochać. Czy ktoś z nas, proszę państwa, był zakochany kiedyś w Downie?!” (Mazurowska 2007).