Skip to content

Estetyka jako polityka u-wspólnienia

Na ostatnim VI seminarium z cyklu Teoria i praktyka animacji lokalnych polityk publicznych „Animacja pro bono publico”, które odbyło się na Uniwersytecie Gdańskim, jeden z paneli dyskusyjnych poświęcony był myśli Jacquesa Rancièra, a dokładniej – jego koncepcji sztuki politycznej w kontekście pracy animacyjnej. Na pierwszy rzut oka zestawienie to może być nieco zaskakujące: zastanówmy się, co tak naprawdę łączy teorie francuskiego filozofa z ideą animacji i pedagogiki społecznej.

Otóż, w swoich ostatnich pracach (powiedzmy od końca lat 90.) coraz intensywniej zastanawiał się on nad przemianami w zakresie idei emancypacji, szczególnie w relacjach pomiędzy sztuką i polityką. Tym samym otworzył przed nami nową perspektywę rozważań o roli sztuki we współczesnym społeczeństwie. Rancière szczególnie silnie podkreśla zanik ugruntowanej przez modernizm autonomii sztuki, która polegała na dążeniu do totalnego odpolitycznienia, a okazała się jedynie utopijnym postulatem. Ów pozorny ruch oddzielenia sztuki od życia, miał tak naprawdę wzmocnić oddziaływanie sztuki awangardowej na potencjalną transformację społeczeństwa (konstruktywizm, futuryzm, surrealizm). Stąd, w okresie międzywojennym połączenie u wielu artystów praktyki artystycznej i politycznej. Rancière twierdzi, że taka jest logika/dynamika rozwoju sztuki – musiało to nastąpić właśnie dlatego, że sztuka przechodząc przez oczyszczający proces modernizacji (wyodrębnienia się autonomicznej sfery) ujawniła swoją istotę – czystą polityczność polegającą na wytwarzaniu tego, co wspólne, ustanawianiu warunków wspólnego życia.

Rozważmy, co może mieć na myśli autor Estetyki jako polityki twierdząc, że estetyka jest polityką, a polityka – estetyką? Jasnym jest, że nie chodzi mu o potoczne rozumienie uwikłania sztuki w grę polityczną, gdzie stawką jest władza, prestiż i dominacja symboliczna/ideologiczna. Rancière w swojej koncepcji odwołuje się do pierwotnego/greckiego znaczenia polityki pojmowanej jako kształtowania wspólnego świata. Jak zauważa, po kryzysie awangardy, która już zwątpiła w swoją moc zmieniania świata, nadal funkcjonują dwa modele sztuki rozumianej jako „[…] konstruowanie specyficznej przestrzeni, nowej formy dzielenia wspólnego świata” (s.23)[1]. Jednym z nich jest estetyka wzniosłości, uznająca sztukę jako medium dla tego, co poza granicami naszej percepcji, co nieprzedstawialne; drugą tendencją jest przekształcanie sztuki w ironiczny komentarz do życia codziennego (już nie „poza”, ale „w” i jednocześnie „obok”). Współczesne działania o charakterze artystycznym walczą, mówiąc po Heglowsku, o uznanie ścierając się w nieustającym agonie. Nie walczą one ze sobą, ale ze wspólnym wrogiem, jakim jest całkowita obojętność świata i bierna apatia potencjalnych odbiorców-konsumentów.

Powtórzmy, niezależnie od tego jak sztuka się definiuje, oznacza ona według Rancière’a zawsze ruch zajmowania miejsca w nowo skonstruowanej przestrzeni. Owo zajmowanie miejsca powiązane jest z ustalaniem na nowo relacji pomiędzy różnymi obiektami, ciałami, obszarami czy nawet epokami. Wystarczy przywołać przykład palmy ustawionej przez Joannę Rajkowską u wylotu Alei Jerozolimskich. „Miała [ona] przypominać o zniszczonej przez warszawskich kupców i rzemieślników osadzie żydowskiej z końca XVIII wieku – o Nowej Jerozolimie, od której Aleje wzięły swoją nazwę”[s.14]. Jako wieloznaczny a jednocześnie bardzo materialny symbol obcości kulturowej obiekt ten pracuje na wielu polach – pamięci zbiorowej, świadomości narodowej, polityki zagospodarowania miejskiej przestrzeni, czy też wzmacniania procesu demokratyzacji. Koniec końców, palma Rajkowskiej stała się nie tylko najsłynniejszą palmą na świecie i prawdziwym symbolem Warszawy, ale też osią wewnętrznego konfliktu mieszkańców miasta, walki z własną niepamięcią i antysemityzmem. Jak pisze Rancière:

„Sztuka nie jest polityką ze względu na komunikaty lub uczucia, jakie przekazuje światu na temat porządku świata. Nie jest nią również ze względu na sposób w jaki przedstawia strukturę społeczną, konflikty oraz tożsamości grup społecznych. Sztuka jest polityką przez sam dystans przybierany wobec swoich funkcji, przez wprowadzany typ czasu oraz przestrzeni, przez sposób, w jaki dzieli  ten czas i zaludnia tę przestrzeń” (s.24).

Wracając do naszego głównego tematu, zadajmy ponownie pytanie, co to znaczy że estetyka jest polityką? Mimo trudności jakie sprawiają lakoniczne, gęste teksty francuskiego myśliciela – hermetyczne zarówno pod względem treści jak i formy – wydaje się, że jego główna myśl jest następująca.

Doświadczenie estetyczne, czyli technicznie rzecz ujmując to, w jaki sposób Kant nazywał doświadczenie zmysłowe (jakiekolwiek doświadczanie świata za pomocą zmysłów), jest wynikiem pewnego ruchu /ustanowienia podziału pomiędzy tym co jest, a co nie jest doświadczane. Krótko mówiąc, granice naszego doświadczenia (ograniczenia naszej percepcji zmysłowej – fakt, że pewnych „obrazów” nie widzimy i nie możemy zobaczyć) nie są naturalne, ale związane z całym aparatem ideologicznym porządku politycznego, który nas ukształtował. Mówiąc jeszcze innym językiem, to wspólnota, w której się rodzimy, kształtuje nasz sposób widzenia świata. Teza ta nie brzmi bardzo odkrywczo, ale trzeba pamiętać, że Rancière przekracza tradycyjną filozofię polityki, która szuka w naturalności wspólnoty rodzinnej legitymizacji dla swoich rozstrzygnięć. Dla niego, o wspólnocie możemy mówić dopiero od momentu upolitycznienia świata, czyli odwołując się do pozornie znanych ustaleń Arystotelesa wskazującego na mowę/dyskurs wartościujący jako główny atrybut podmiotu politycznego. „Zawsze odmowa traktowania niektórych kategorii ludzi jako istot politycznych zaczynała się od  o d m o w y  traktowania odgłosów wydobywających się z ich ust jako dyskursu”(s. 25).

Mówić z sensem, artykułować mowę zrozumiałą dla innego rozmówcy – oto prawdziwe kryteria przynależności do wspólnoty. Owe „ciche umowy” nie są – jak sądził Ludwig Wittgenstein – całkowicie naturalne i niewinne. Kryteria uznawalności czyjejś mowy za „nie-bełkot” są granicami tego, co polityczne. Dlatego w XX wieku wielkim odkryciem był fakt, że dyskurs naukowy, w tym szczególnie medyczny – wskazujący na dystynkcję pomiędzy tym, co normalne i patologiczne – może być potraktowany jako dyskurs władzy[2]. W tym momencie przywołajmy specyficzną dla francuskiego myśliciela definicję polityki:

 „Polityka pojawia się zatem wówczas, gdy ci, którzy „nie mają” czasu, znajdą czas niezbędny, by zapełnić przestrzeń wspólną i pokazać, że ich usta emitują również mowę mówiąca o tym, co wspólne, a nie tylko głos sygnalizujący ból. Ta dystrybucja oraz redystrybucja miejsc i tożsamości, rozdzielenie przestrzeni i czasu, widzialności i niewidzialności, hałasu i mowy, tworzy to, co nazywam podziałem zmysłowości (le partage du sensible)”[3].

Rozjaśnijmy ten fragment. Tajemniczy termin podział zmysłowości (czy też inaczej współ-dzielenie tego, co postrzegalne) jest kluczem do całej myśli Rancière’a. Pamiętamy jak Platon wygnał poetów z projektu idealnego państwa ponieważ uważał, że sztuka, naśladując rzeczywistość zmysłową, tworzy sferę kolejnego pozoru oddalonego od sfery idei. W przeciwieństwie do Platona, dla Rancière’a sztuka nowowczesna definiuje się jako działanie p a r t y c y p a c y j n e, współtworzy sferę publiczną. Oznacza to, że dzieła i artefakty, performansy i happeningi, z definicji nie są wytworami prywatnymi, ale są czymś wspólnym – zawierają w sobie nie tylko cenną substancje tego, co społeczne (społecznych powiązań idei, rzeczy, działań) ale też oferują nam – widzom – dostęp do tej sfery. Sztuka po-nowoczesna jest tworem prawdziwie paradoksalnym – jej istota polega na braku własnej istoty, tzn. właściwego jej medium. Jedyną cechą formalną, po której można wyróżnić działanie artystyczne jest zamazywanie podziału pomiędzy tym, co jest sztuką a życiem – poprzez konstruowanie nowej przestrzeni społecznej, w której wszyscy możemy być równi. Jest to przestrzeń z jednej strony utopijna, z drugiej – niezbędna do rozwoju kultury i emancypacji nas samych jako podmiotów. Polityka jest sztuką definiowania przestrzeni tego, co wspólne i tego, co partykularne, swoje i obce, sztuką wyodrębniania przedmiotów i podmiotów. Dokładnie w tym znaczeniu, kształt doświadczenia estetycznego (zmysłowego) ma charakter polityczny i na tym polega owo zrównanie estetyki z polityką: jako refleksji nad warunkami tego co możliwe i/lub niemożliwe do uobecnienia. Jak twierdzi nasz bohater: “Staram się stworzyć nową mapę tego, co daje się pomyśleć, aby ujawnić niemożliwości i zakazy, które często tkwią w samym centrum myśli uważającej się za wywrotową” [s. 163].

Czy możemy nauczyć się od Ranciere’a jak wypracować lepszą formułę świata? Po pierwsze,wbrew temu do czego przywykliśmy, nie należy walczyć o całkowitą zmianę status quo oraz nowy konsensus. Na pewno jest on naszym sprzymierzeńcem, jeśli nie chodzi nam o przemianę starego świata w nowy, ale o poszerzanie jego granic poprzez ciągłe akty subwersji (odwracanie dominującej perspektywy). Jest to raczej walka z bezładem światowego ładu, z ustalonym i samolegitymizujacym się porządkiem i podziałem na tych, którzy mają wyrafinowane zmysły i elokwentną artykulację oraz na tych, którzy budzą pogardę swoją niemotą. “Dla mnie fundamentalnym zadaniem jest badanie możliwości podtrzymywania przestrzeni gry” – pisze Rancière – “Odkrywanie, w jaki sposób można tworzyć nowe formy przedstawienia przedmiotów lub organizacji przestrzeni, które kwestionują nasze oczekiwania. Największym wrogiem artystycznej i politycznej kreatywności jest konsensus – czyli przypisanie do określonych ról, możliwości i kompetencji” [s. 155]. Otóż, w tej perspektywie prawdziwa sztuka ma charakter demokratyczny, powodowana jest pragnieniem równości i wkluczania wykluczonych. Co więcej, w swoich działaniach zawsze jest aktem jednocześnie politycznym (u-wspólniającym) i anty-ideologicznym, ponieważ wyzwala nas od nas samych. Chociaż na chwilę.

Barbara Markowska



[1] Jednym z nich jest estetyka wzniosłości uznająca sztukę jako medium dla tego co poza granicami naszej percepcji, co nieprzedstawialne; drugą tendencją jest przekształcanie sztuki w ironiczny komentarz do życia codziennego (już nie „poza” ale „w” i jednocześnie „obok”). Wszystkie cytaty w moim tekście pochodzą z pierwszego w języku polskim (ale nie ostatniego) wyboru krótkich pism Rancière’a, wydanego w 2007 roku przez Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Estetyka jako polityka (ze wstępem Artura Żmijewskiego i posłowiem Slavoja Žižka), przełożyli Julian Kutyła i Paweł Mościcki.

[2] Por. Michel Foucault, Narodziny kliniki, Wydawnictwo KR, Warszawa 1999; Historia szaleństwa w dobie klasycyzmu, PIW, Warszawa 1987.

[3] Tytuł jednej z jego najważniejszej prac: Dzielenie postrzegalnego, Wydawnictwo Ha art!, Kraków 2009. W literaturze polskiej funkcjonują dwa tłumaczenia tego kluczowego dla Rancière’a wyrażenia – podział zmysłowości w tłumaczeniu Pawła Mościckiego oraz dzielenie postrzegalnego w tłumaczeniu Jana Sowy. Le partage – oznacza zarówno wprowadzanie podziału, jak i dzielenie się ze sobą, czyli u-wspólnianie – stawianie granicy i wyznaczanie obszaru przejrzystości. Ruch ten należy do stricte myślenia transcendentalnego. W przedmowie do Krytyki Czystego Rozumu Kant pisał, że wprowadzenie jasności do myślenia metafizycznego polega na wyznaczaniu jej granic. Gest ten nadal przynależy każdej dziedzinie, która chce zachować walor naukowości.