Skip to content

Zrównoważenie w „ciasnej” przestrzeni ekospołecznej

Wyznaczę  centrum mojej obserwacji na rogu ulic Topiel-Oboźnej-Leszczyńskiej i Browarnej na warszawskim Powiślu, dzielnicy, która przeżywa swój rozkwit, zwłaszcza swej zachodniej części od mostu średnicowego do Mariensztatu i trasy W-Z.

Moja socjologiczna natura, stworzona między innymi przez Simmla, Webera, Bourdieu, Walisa, Jałowieckiego i Roberta Parka (z Chicago School), wyczulona jest szczególnie na przestrzeń, na to, w jaki sposób umieszczone są w niej zasoby, artefakty, w jaki sposób poruszają się ludzie, ale też gdzie przesiadują, a niektórzy nawet leżą.

Często fascynuje mnie też pytanie, jak się aż tylu  ludzi, tyle budynków, knajpek jest w stanie pomieścić w zadziwiajaco małej przestrzeni. Inaczej, wcale ona może nie jest aż taka mała, ale robi się ciasna, zagęszczona, heterogeniczna (jak odkrywał to Simmel).

Mówiąc językiem socjologów z Chicago dokonuje się inwazja… Ale czy na pewno może jeszcze dziś używać takich pojęć,  też na warszawskim Powiślu?

Wrócę na chwilę do studenckich czasów. Powiśle odgrywało w naszym życiu  znaczącą rolę. Skarpa była wymarzonym miejscem do picia piwa Królewskiego z czerwoną ewentualnie zieloną etykietą (to drugie było istotnie bardziej ekologiczne, bowiem mialo mniej alkoholu). Nad samą Wisłą istniał szlak piwnych barów, najczęściej trafialiśmy do Mewy, która znajdowała się na skwerze za biblioteką.

Ekologia społeczna Powiśla była więc dość rozrzedzona. Na przykład zabudowę ulic Leszczyńskiej, Lipowej i Radnej wypełniały resztki przedwojennej zabudowy dopełnione ceglanymi budynkami z przełomu lat 50. i 60. XX wieku.

Obecność studentów była może nie sporadyczna, ale ograniczona do studentów germanistyki czy italianistyki oraz amatorów piwa.

Zróbmy teraz skok w nasze czasy. Dziesięć lat temu powstała na Powiślu biblioteka uniwersytecka. I chyba wtedy właśnie się zaczęło. Szczególnie fascynująca jest „trasa mrówek”  (tak ją nazywam), która na skos przecina park przy ulicy Oboźnej do ulicy Lipowej. W zasadzie niemal bez przerwy w jedną i drugą stroną podążają nią studenci. Właśnie podażąją, a nie spacerują. Spieszą się do biblioteki, a w drugą stronę może do autobusów, ale też na zajęcia w campusie, czy do barów i knajp na Nowym Świecie. Trzeba będzie kiedyś zbadać to znaczne natężenie ruchu.

Najpierw chyba pojawiła się klubokawiarnia Kafka na Oboźnej. Obecnie od kwietnia do października jej główną atrakcją są leżaki na skwerze obok z widokiem na magazyny Teatru Polskiego (fragmenty dawnej rotundy). Czym jest ten zajęty przez leżaki trawnik? Plażą? Miejcem debat, drzemek, przytuleń, wygrzewań się w słońcu w sercu miasta? 

Po drugiej stronie Oboźnej jest park, a w nim staw. Co roku wiosną słychać w nim rechotanie. Skąd tutaj żaby? Okazuje się, że zimują one  w umocnionej kamieniami skarpie ulicy Oboźnej. Gdy to odkryłem, uznałem, że to chyba najbardziej ciekawi mieszkańcy Powiśla.

A ich rechotu słuchają między innymi stali rezydenci dwóch ławek nad stawem, którzy zaczynają poranek od mocnego piwa.

Na Browarnej dawno nie ma już browaru, są natomiast dwie klubokawiarnie – Tarabuk i Grawitacja. Tarabuk to właściwie też księgarnia. Taka wielo- czy multifunkcyjność jest czymś  normalnym.

W tym krótkim tekście nie chcę opisać wszystkich obiektów w tej okolicy. Chcę jednak zwrócić uwagę na pewien proces. Że miasto mieści w sobie tyle zmian, tyle nowych obiektów… Ludzi i zwierząt, nawet płazy mają  swoję niszę.

Socjolog jednak powinien zapytać, czy w coraz bardziej ciasnej przestrzeni osiągane będzie zrównoważenie, wypełniajacych ją elementów?

Czy za tym wszystkim nie kryje się też po prostu pogoń za zyskiem? Nad Wisłą przecież wyrosło nowe apartamentowe osiedle. W planach przebudowa dawej elektrowni, która ma  się zamienić w mini-miasto?  Nowe bulwary nad Wisłą, no i Centrum Nauki Kopernik. Zapewne też ostatnie lokale użytkowe w starej zabudowie zamienią się w kawiarnie, knajpki. Za rok, dwa będzie można też tutaj dojechać metrem…

Miejsce, które próbuję opisać nazwałem miejscem ekospołecznym. Może nawet nie względu na Wisłę, ale ze względu na żaby…

Co również wydaje mi się szczególnie interesujące? To, że nie widać tutaj polityki, o politykach publicznych nie wspominając.

Ktoś, zapewne władze uniwersytetu wykonały pierwszy ruch. Zbudowano bibliotekę, a potem poszło już właściwie samo. Powstaje atrakcyjny fragment miasta.

Wojciech Łukowski